Moje robótki, moje zainteresowania.
niedziela, 13 kwietnia 2008
Tworzy się...

Ostatnio w temacie robótkowym królują krzyżyki, każdą wolną chwilę poświęcam na machanie igłą z nitką. W związku z tym udało mi się ukończyć perminki, są już wyprane, wyprasowane, podklejone fizeliną i czekają na zawiezienie do oprawy.

Mam (jak każda szanująca się hafciarka J ) zaczęte robótki, które czekają na swój czas. Jest tego niewiele: liście jesienne dla domowników, śpiące misie dla córki, oraz kwiat na moją torbę. W piątek dotarła przesyłka z zestawami do haftu, które ostatnio zamawiałam. To co zamówiłam też jest „dla domu” i w sumie powinno czekać w kolejce, aż skończę zaczęte, ale od chwili kiedy na wystawie „kraft” zobaczyłam ten haft firmy Lanarte, postanowiłam, że zrobię go jak tylko kupię zestaw.

Obecnie praca wygląda tak:

Wyszywam na lnie o gęstości 10,5 nitki na 1 cm, jest to moja pierwsza praca na lnie z zestawu. Zestaw zawiera 12 kolorów muliny oraz nadrukowaną kanwę, Ważne jest aby haft właściwie umiejscowić na kanwie, gdyż wraz z nadrukiem stanowi całość i daje właśnie ten niesamowity efekt.

Wzór został opracowany na podstawie fragmentu większego obrazu, którym jest „Stworzenie Adama”, dzieło Michała Anioła.

 

Wyszywanie na lnie jest nieco trudniejsze niż na kanwie, gdyż nie ma wyznaczonych dziurek, gdzie należy wkłuć igłę aby powstał krzyżyk. Trzeba po prostu liczyć nitki – w tym wypadku 2x2. Zaczynając taki haft trzeba się przestawić z kanwy na len, ale przebiega to dość szybko i potem to już jest sama przyjemność, gdyż efekt wizualny jest zupełnie inny niż w przypadku haftu na kanwie.

poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Praca wre...

Tak szybko to chyba dawno nie szła mi robótka J. Kotek na poduchę skończony:

 

 

 

Potwierdzam to co pisałam wcześniej, kotka wyszywa się przyjemnie, mimo, że pod koniec musiałam się posiłkować zdjęciem, gdyż na kanwie trudno było odróżnić gdzie ma być biały, a gdzie jaśniutki żółciutki.

Poduszka ma wymiary 40x28, niestety nie mam takiej, czeka mnie więc szycie poduszki, a potem poszewki z kotkiem.

 

W rozpędzie krzyżyków rozpoczęłam kolejna pracę, jest ona na prezent i składać się będzie z dwóch małych perminków. Jeden jest już na ukończeniu, mam nadzieję, że drugi pójdzie równie szybko i wkrótce oddam haft do oprawy, a potem pójdzie w świat.

 

 

 

Ostatnie moje prace, a właściwie już od dłuższego czasu to co robię opuszcza mój dom, nic w nim nie zostaje. Mam rozpoczętą robótkę z liśćmi jesiennymi, których zestaw kupiłam z myślą o zrobieniu dla siebie. Oczywiście pracę rozpoczęłam, ale niestety czeka na swój czas, bo zawsze są ważniejsze.

Proszę tylko, aby osoby, które mają dostać ode mnie upominek w ramach zabawy „podaj dalej” nie poczuły się urażone, bo ja zgłosiłam się do niej dobrowolnie, więc w tym wypadku nie ma mowy o przymusie J.

sobota, 05 kwietnia 2008
Kocia poduszka i kocie historie

Jedyna robótka krzyżykowa, nad jaką pracowałam przez ostatnie dni to poducha, a dokładniej jej przednia część. Mimo, że czasu wolnego mam mało to jednak praca posuwa się do przodu dość szybko tzn. szybko widać efekt. Zawdzięczam to temu, że wyszywam wełną, krzyżyki są duże i szybko zapełniają powierzchnię.

Przy okazji robienia zdjęcia, pod obiektyw nawinęły się moje koty, a właściwie kocice J

  

Postanowiłam więc przedstawić nasze zwierzaki.

Pierwsza nazywa się Zuza, ma niecałe 2 lata. Zamieszkała z nami od chwili, gdy ukończyła 3 miesiące, wzięłam ją od koleżanki, gdzie wraz z mamą i rodzeństwem mieszkała w przydomowym ogródku. U nas okazała się kotem kanapowym, ale nie gardzi również podłogą, szczególnie, gdy jest jej ciepło.

Losy drugiej kotki to bardzo smutna opowieść z happy-endem. Nazywa się Figa, choć chyba powinna nazywać się szczęściara. Mając około miesiąca została znaleziona na trawniku bez oznak życia. Osoba, która ją znalazła zaniosła biedaczysko do lecznicy. Tam lekarze powiedzieli, że albo da się wkłuć wenflon, albo nie L. Jeśli nie to koniec, jeśli się uda to jest szansa, że da się uratować. Kotka już miała niemierzalną temperaturę, nie reagowała na nic. Na szczęście udało się wkłuć wenflon, zaczęło się leczenie. Stan kici był fatalny, ja widziałam ją pierwszy raz mniej więcej po dwóch tygodniach leczenia, była tak mała, że mieściła się w dłoni, oczka były zaropiałe, bo miała koci katar, trudno powiedzieć o tych kilku lichych kłaczka, które miała, że to sierść. Wyglądała jak półtora nieszczęścia.

A jak dowiedziałam się o kotce? Był to zbieg okoliczności, bo w tym okresie, kiedy maleństwo trafiło do lecznicy ja byłam tam z moją domową kotką na badaniach, a tak się złożyło, że w tym czasie zaczynałam poszukiwania drugiej kotki do domu.

Mała czarna zauroczyła mnie, dzwoniłam co kilka dni do lecznicy, żeby spytać o jej stan oraz kiedy będzie można zabrać ją do domu. Kiedy miałam możliwość, jeździłam do lecznicy zobaczyć maleństwo. Była nadal mała, szczuplutka, ale miała już większy brzuszek, oczka coraz ładniejsze.

Zastanawiam się, jak biedaczysko znalazło się na chodniku, czy była to dzika, podwórkowa kotka, która oddaliła się od rodziny, czy może ktoś ją tam porzucił.

No i w końcu nadszedł dzień kiedy mogliśmy zabrać malucha do domu. Ale o tym co było w domu, jak nasza pierwsza kotka indywidualistka przyjęła nową mieszkankę może następnym razem J.

 

Jeszcze tylko słowo o mnie i o kotach. Ja lubię wszystkie zwierzęta, w swoim życiu miałam psa, który spędził ze mną ponad 13 lat i gdy odszedł za tęczowy mostek brakowało mi go. Miałam kiedyś jeszcze kanarka i rybki,  po psiaku chciałam jeszcze mieć zwierzę, ale byłam już wtedy studentką, czasu miałam mało, żeby zajmować się zwierzakiem. Co do kotów to lubiłam mruczaki, u kogoś z chęcią przyjmowałam na kolana mruczące futerko, ale nigdy jakoś nie chciałam mieć ich w domu. W końcu jednak zdecydowałam, że może jednak kot się przyda, bo wolę kota niż myszy w domu J