Moje robótki, moje zainteresowania.
sobota, 24 maja 2008
"Frywolne" zakładki

Do łask, a raczej do moich rąk wróciły czółenka frywolitkowe i wciągnęły mnie do tego stopnia, że taśmowo robię zakładki do książek.

Mam nadzieję, że na tym nie poprzestanę, bo kupiłam już następne kordonki, a swój zbiór czółenek poszerzyłam o zestaw 5 kolorowych czółenek firmy Clover - wcześniej miałam dwa. Swoją przygodę z frywolitkami zaczęłam od czółenka firmy Prym, Jako początkująca osoba nie miałam pojęcia, co jest ważne, myślałam, że zaletą jest to, iż czółenko jest rozkładane. Oczywiście na tym pierwszym moim narzędziu nauczyłam się podstawowych kroków, ale szybko uznałam, że jest ono niepraktyczne i przy następnym zakupie wybrałam firmę Clover. To okazało się strzałem w 10-tkę.

Postanowiłam również sprawdzić jakie nici najbardziej mi odpowiadają. Róż i niebieski w moich zakładkach to kordonek firmy YarnArt Violet 10 (50g/282m) – jest miękki, niezbyt śliski. Kolor bordo to Aida 10 firmy Coats (50g/280m) – ta nitka w porównianiu z Violet 10 jest śliska. Na testy czeka jeszcze Puppets, również firmy Coats kupiony ze względu na kolor, bo niestety nie było Aidy w beżu i brązie.

piątek, 23 maja 2008
Mulina lniana DMC

W jednym ze sklepów internetowych kupiłam zestaw muliny lnianej (12 kolorów) wraz z 10 wzorami na ciekawe serca.

 

 

 

Nigdy to tej pory nie miałam w ręku lnianej muliny, bo przecież ta popularna jest bawełniana. Niestety rozczarowałam się tym nowym dla mnie produktem firmy DMC. W dotyku mulina jest tak jakby sznurkowa, natomiast podczas haftowania straciła jeszcze więcej w moich oczach, bo szybko się mechaci, a wręcz tak jakby rozciąga, co powoduje, że miejscami robi się cieniutka.

Z załączonych wzorów serc wybrałam jeden, który postanowiłam wyhaftować na kanwie 16 dwoma nitkami, aby haft był bardziej „mięsisty” (zwykle na 16-tce korzystam tylko z jednej nitki muliny). Jak postanowiłam tak zrobiłam, ale niestety po kilku krzyżykach sprułam to co zrobiłam i zaczęłam haftować jedną nitką. Wykonany dwoma nitkami haft nie wyglądał źle, tyle tylko, że nici bardzo szybko się mechaciły - najprawdopodobniej dlatego, że nie mają poślizgu.

Mimo niedogodności związanych z lnianą muliną postanowiłam kontynuować pracę a gotowe dzieło będzie prezentem na Dzień Matki, bo takie było pierwotne założenie jakie miałam podczas wyboru wzoru.

 

 

Zanim poznałam co to mulina lniana, uznałam, że taki zestaw do dobry prezent dla osoby, która wyszywa, dlatego kupiłam dwa. Teraz zastanawiam się, czy to nadaje się na prezent, chyba, że ktoś lubi eksperymenty tak jak ja J

czwartek, 22 maja 2008
Szydełko w użyciu

Czas, jaki mam na robótki nie przeznaczam tylko i wyłącznie na haft krzyżykowy, w moich rękach od czasu do czasu gości również szydełko.

Przeglądając moje rozpoczęte prace szydełkowe, znalazłam dwie serwetki. Jedna to zaczęta jakiś czas temu serweta na duży, okrągły stół, robiona z Petry DMC. W zamierzeniu ma mieć około 1 metra średnicy, w chwili obecnej jest prawie 70 cm, ale z tego też powodu każde okrążenie zajmuje coraz więcej czasu.

Drugą robótką jest zaczęta tuż przed Wielkanocą serwetka z białego kordonka kupionego w Lidlu. Niestety nie zdążyłam jej ukończyć do Świąt, ale za to teraz doczekała się finiszu. Prezentuję ją jeszcze przed praniem, krochmaleniem i naciąganiem, więc efekt nie jest ciekawy.

Niestety jak dla mnie to ten kordonek jest trochę sztywny podczas pracy, ale mam nadzieję, że po praniu zmięknie i serwetka ładnie się ułoży.

Stworzenie Adama i inne hafty.

Już dość dawno skończyłam „Stworzenie” Michała Anioła, ale hafcik nadal czeka na wypranie i prasowanie. Mimo to postanowiłam go pokazać – następna prezentacja będzie już w oprawie.

Moje wrażenia z haftowania na lnie są bardzo pozytywne, efekt końcowy wynagradza niedogodności związane z  tym, że nie ma tak jak na kanwie dziurek, gdzie należy wkłuć igłę tylko trzeba liczyć nitki, tak aby kwadrat był 2x2 nitki.

 

Tak mnie wciągnęło haftowanie na lnie, że wyciągnęłam kolejny zestaw, tym razem tematyka to Afryka (rym w dym) J. Hafcik upatrzyła sobie moja córka i jak tylko będzie gotowy to zawiśnie w Jej pokoju, a jeśli nie będzie go chciała to ja z chęcią wezmę J, tyle tylko, że najpierw muszę go skończyć, a praca idzie wolno L, bo płachta materiału spora – docelowy rozmiar to 49x39 cm i chyba moja największa praca, jeśli chodzi o ilość kolorów, o jest ich 48.

 

Len mnie wciągnął, ale nie oznacza to, że porzuciłam tradycyjną kanwę, jako przerywniki postanowiłam wyhaftować małe wzorki w zestawach, które są dołączane do angielskich gazetek sobótkowych. Myślę, że wykorzystam je i naszyję na coś.

środa, 21 maja 2008
Polecane lektury

Ze względu na to, że miałam ostatnio więcej niż zwykle czasu na ksiązki, postanowiłam przeczytać to co czekało w kolejce – moja karta biblioteczna była w ciągłym użyciu.

Poniżej prezentuję te wybrane pozycje, które uważam, że warto przeczytać. Choć nie mam talentu do pisania recenzji to mam nadzieję, że moje krótkie opisy zachęcą kogoś do sięgnięci po te pozycje książkowe.

 

„Blondynka moralnego niepokoju” D. Noszczyńska – dobrze się czyta, lekka książka, taki przerywnik między „cięższym” kalibrem. Momentami przypominała mi książki pani Joanny Chmielewskiej

 

„Łuk triumfalny” E.M.Remarque – książka mnie wciągnęła dość szybko, opowiada losy Niemca w Paryżu tuż przed II wojną światową. Niestety mnie, jako osobie, która nie doświadczyła wojny i wszystkiego co się z tym wiąże, opisy tamtych czasów, czasem wydają się nierealne, bo przecież jak ludzie mogli tak postępować – dotyczy to również kolejnych książek.

 

„Miłośnica” M. Nurowska - jest to fabularyzowana opowieść o rzeczywistej osobie, jaką była Krystyna Skarbek, polka pracująca a brytyjskim wywiadzie. W tej książce też wielokrotnie przewija się okres II wojny światowej i losy polaków poza granicami.

 

"Hiszpańskie oczy" M. Nurowska - książka jest raczej ponura, a może bardziej psychologiczna, gdzie jako tło przewija się historia, ta tragiczna, bo w obozie na Syberii.

 

Teraz literatura lżejszego kalibru

 

„Nie ma z czego się śmiać” S. Grodzieńska – sympatyczna, autobiograficzna książka znanej artystki pani Stefanii Grodzieńskiej. Autorka opisuje m.in. swoje kontakty z osobami, które znamy ze sceny, jakie miały one wpływ na jej życie. Pisze również o swojej rodzinie, córce i wnuczku.

  

Rio anakonda” oraz „Gringo wśród dzikich plemion” W, Cejrowski – pana Wojtka można lubić lub nie jeśli chodzi o jego poglądy, ale książki pisze bardzo fajne. Jego przeżycia w Ameryce Południowej wraz zamiłowaniem do tego rejonu i pasją z jaką o nich opowiada to fascynująca lektura, tym bardziej, że przypuszczam, że nie będzie mi dane zobaczyć miejsc o których opowiada. Polecam wszystkim, nawet tym, którzy nie lubią podróży.

 

„Tatiana i Aleksander” P.Simons – ciąg dalszy książki „Jeździec miedziany”, książka ma w sobie coś z romansu, dramatu, ale jak ma się czas to warto przeczytać.

 

„Pan raczy żartować Panie Feynman” R.P.Feynman – znany naukowiec opowiada ciekawe przypadki ze swojego życia, a są naprawdę interesujące i dość często wiążą się z wiedzą naukową, ale to nie powinno odstraszać, bo każda strona książki pokazuje jak ogólnie znany stereotyp naukowca w tym przypadku zostaje obalony. Pan Feynman był wszechstronnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru. Polecam.

 

„Dać się zabić za ten wygląd” J. Kaplan – przerywnik, kryminał z humorem, dobry na tzw. odmóżdżenie.

sobota, 17 maja 2008
Po dłuższej nieobecności.

Mój blog przeżywa ostatnio okres zastoju, co nie oznacza, że robótki też stoją w miejscu. Może tempo ich powstawania nie jest ekspresowe, ale coś się jednak dzieje i postaram się to przedstawić w najbliższych wpisach.

 

W dniu 4 maja niezauważenie minął rok, od kiedy prowadzę bloga „monikowo” z tej okazji postanowiłam dokonać podsumowania tego pierwszego roku.

 

To, co przekroczyło moje oczekiwania, to ilość odwiedzających mnie osób, nie sądziłam, że informacje o moich robótkowych zainteresowaniach mogą przyciągnąć tak wiele internautów. BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY I POZOSTAWIONE KOMENTARZE J.

 

Oczywiście częstotliwość wpisów była różna, raz pisałam regularnie, innym razem była długa przerwa – jak ta ostatnia - zawsze jednak myślałam o tym, aby to, co piszę miało sens i było interesujące – może nie zawsze mi się udało, ale się starałam J

 

Pisanie bloga było dla mnie nowym doświadczeniem, ale przecież człowiek po to żyje by poznawać nowe rzeczy, poszukiwać tego, co go interesuje i pociąga, bo tak naprawdę trzeba czerpać radość z życia i zajmować się rzeczami dla siebie ważnymi, nawet jeśli dla innych są to bzdety. Życie trzeba przeżyć tak, aby być z niego zadowolonym, ale jednocześnie nie robiąc krzywdy innym. Dla mnie osobiście pisanie bloga stało się właśnie taką jedną z małych przyjemności, na które mogę poświęcić swój czas nie tracąc nic, a wręcz zyskując, bo poczułam się członkiem wirtualnej społeczności blogujących kobiet robótkujących. Osobiście jestem przeciwniczką przynależności do jakichkolwiek organizacji, ale w przypadku robótek robię wyjątek J

 

Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny przez miniony rok i zapraszam na kolejny, w którym nadal będę prezentowała wytwory moich rąk i nie tylko to.