Moje robótki, moje zainteresowania.
sobota, 30 czerwca 2007
Zabawa z torebkami

Zaproszona przez Małgosię (http://malgosiapiotrowska1.blox.pl/html) do zabawy torebkowej niniejszym wykonuje swój ruch J

 

W czasach studenckich, kiedy równocześnie pracowałam w kilku miejscach, moja torba to była tzw. konduktorka o dużych gabarytach. Mieściło się w niej wiele „niezbędnych” dla mnie rzeczy, było sporo miejsca na papiery i dyskietki.

Kiedy już przestałam być studentką, a pozostała tylko praca zawodowa, miejsce konduktorki zaczęły zajmować średniej wielkość torebki, zawsze dobrane w kolorze butów. W pewnym momencie doszłam już do takiej perfekcji w komponowaniu galanterii, że buty w wybranym kolorze i kroju zamawiałam u szewca, jednocześnie kupując taki sam materiał na torebkę, w następnej kolejności szłam do kaletnika (czy jak kto woli torbiarza) i zamawiałam torebkę w upatrzonym kroju. Czasem się zdarzało, że kupiłam w sklepie pasujące mi buty, wtedy wędrowałam do kaletnika, wybierałam najbardziej zbliżony, pasujący materiał i zamawiałam torebkę lub okazywało się, że mam odpowiednią torebkę w domu. Butów i torebek miałam sporo.

Te czasy jednak minęły, kiedy pojawiło się dziecię. Są inne wydatki i już nie mam czasu wybierać, zamawiać. Zawsze mam wszystko pod kolor, ale niestety już nie w takiej ilości. Nadal pociągają mnie torebki i buty, ale niestety hamuję swoje wydatki, bo przecież coś musi zostać w kasie na robótki J.

 

A teraz o samej zawartości torebki.

Z artykułów spożywczych mam jakiś batonik mueslli oraz gumy Orbit.

Artykuły kosmetyczno-higieniczne to paczka chusteczek, opakowanie wilgotnych chusteczek, puderniczka z lusterkiem, koniecznie błyszczyk do ust, czasem konturówka i tusz do rzęs. Można natknąć się jeszcze na szczotkę do włosów i korektor do wyprysków. Jak się jeszcze mieści to jest krem do rąk.

Z przyrządów biurowych posiadam 2-3 długopisy, PenDrive (kiedyś nosiłam dyskietki), notesiko-kalendarz z wpisanymi datami urodzin/imienin rodziny/przyjaciół/znajomych. Zwykle jest jeszcze telefon komórkowy, ale to nie zawsze, bo czasem ma inne miejsce – wraz z ładowarką.

Są jeszcze dokumenty, legitymacja ubezpieczeniowa moja i książeczka zdrowia kota. Jest też plik kart rabatowych do różnych sklepów o przeróżnym asortymencie.

Zależnie od pogody – okulary przeciwsłoneczne.

Zależnie od gabarytów torby, gości ona jeszcze butelkę z wodą, plik papierów.

 

Teraz ja serdecznie zapraszam do zabawy:

svea1 - http://sztukaoswojona.blox.pl/html/

renulkowy - http://renulkowy.blox.pl/html

hrabina.e - http://mamaniuni.blox.pl/html

Sezon ogórkowy

Troszkę dłużej mnie tu nie było, ale też niewiele do przodu ruszyły moje prace, tak więc w temacie robótek sezon lekko ogórkowy.

 

Troszkę przybyło do baloników Kłapouchego, a właściwie to pojawił się sam zainteresowany:

 
klapouchy

Nie miałam typowego klucza kolorów z podanymi numerkami, tylko nazwy kolorów, które tak naprawdę nie wiele pomogły, bo szukanie w kartach po nazwach nie przyniosło spodziewanych efektów. Postanowiłam więc kompletować kolory „na czuja”, patrząc jedynie na kolorowe zdjęcie obrazka. Przyjęłam również zasadę, że muszę wybrać z tego co mam, czyli wyjście do sklepu nie wchodzi w rachubę. Efekt moich wyborów już po części widać, a czy okaże się w pełni trafny będzie można ocenić jak hafcik będzie już gotowy. Już teraz widać jednak, że pewne kolory nie mają właściwego odcienia (np. fiolet), ale niestety już tego nie zmienię, łudzę się nadzieją, że w całości jakoś zginą J.

 

Jedyne co udało mi się ukończyć to praca na konkurs „Haft bez schematu”. Moja Japonka prezentuje się tak:

 

Przyznam, że kilka razy musiałam wypruwać nitki, bo źle się komponowały. Początkowo backstitch planowałam w kolorze czarnym, ale po zrobieniu części uznałam, że haft wygląda ciężko, więc dokonałam wyprucia i zaczęłam etap dobierania różnych kolorów. Haftowałam na kanwie 18-tce, igłą 26 i wykorzystałam mulinę DMC oraz Ariadnę. Posłużyłam się tylko tym co mam w domu.

 

Mój sezon ogórkowy został w części spowodowany wyjazdem rodzinnym w celach turystycznych do kraju firmy DMC. Przed wyjazdem miałam nadzieję, że bez specjalnego szukania znajdę chociaż kilka pasmanterii w mieście Paryż. Niestety rozczarowałam się, znalazłam jedną, która była dodatkiem do sklepu z pamiątkami na Montmartre oraz drugą typową, ale niezbyt dużą na linii Wieża Eiffla – Pałac Inwalidów. Dobrze, że chociaż tyle, bo inaczej czułabym niedosyt z wyprawy, a tak przynajmniej zobaczyłam, że jednak zakupy robótkowe w Polsce są tańsze. Dla przykładu pisak spieralny do tkanin firmy Prym kosztował 5,7 euro (1 euro~ 3,7PLN), a tymczasem w Polsce można go kupić za około 19 PLN. Motek muliny DMC pobił jak dla mnie rekord – 1,4 euro (~5,20 PLN). Wszelkie wzory, zestawy DMC były w cenach zbliżonych jeśli chodzi o liczbę jaka występowała w cenie, tylko waluta inna L. Tak więc nic nie kupiłam, nacieszyłam tylko oczy, a w sklepie z pamiątkami nabyłam naparstek. I takie to były zakupy robótkowe J

 naparstek 1naparstek 2 

Z chęcią nabyłabym jakieś czasopisma robótkowe, hafciarskie, ale tu niestety moje poszukiwania spełzy na niczym, odwiedziłam wiele sklepów z prasą, ale nic nie było. Pytałam sprzedających, czy w ogóle dostają takie magazyny. Każdy dawał mi odpowiedź negatywną, jedna Pani była miła i poinformowała mnie, że jest taki duży salon z prasą niedaleko Łuku Triumfalnego, są tam również czasopisma zagraniczne np. Burda, więc może tam coś znajdę. Nie wybrałam się w to miejsce, bo ja chciałam coś francuskiego, a nie niemieckiego, angielskiego. Trochę rozczarował mnie Paryż, jeśli chodzi o robótki.

wtorek, 12 czerwca 2007
Kwiatki, baloniki ....

Dziś pochwalę się wyrobem mojej córki. Pewnego dnia,około tydzień temu wybrałyśmy się na spacer celem pozbierania polnych kwiatków, potem zostały wsadzone między bibułki, a następnie między kartki grubej ciężkiej książki. Wybór kwiatów był spory jeśli chodzi o wielkość, kolorystykę i rodzaj kwiatostanu. Po tygodniu dziecię wyciągnęło kwiatki i przyniosło pokazać. No i co z tym zrobić....?

Pomysł przyszedł szybko, bo cóż innego można zrobić z kwaitków, które są suche, łamią się - tylko płaską kompozycję i najlepiej przymocować ją do jakiegoś podłożna. Takim sposobem powstała kartka:

kartka_maki

A teraz coś mojego :). Nadal pracuję nad japonką, ale już wiem, że będę musiała trochę spruć, więc żeby chwilę odpocząć przed poprawkami rozpoczęłam nowy hafcik

A co to jest to temat konkursu. Nagród nie przewidziano, no chyba, że wirtualny uścisk dłoni prezesa :)

środa, 06 czerwca 2007
Toba + koszyk = radość

Ponieważ ostatnie dni należały do bardzo zajętych, więc dziś postanowiłam nadrobić zaległosci. Na pierwszy ogień idzie torba uszyta w niedziele. Jest to mój pierwszy wyrób krawiecki, do tej pory obszywałam tylko pieluchy tetrowe i to kilka lat temu. Torbę szyłam korzystając ze wskazówek mojej mamy, ale przy maszynie siedziałam tylko ja :)

 

torba

Na zdjęciu jest torba wraz ze świeżymi makami zerwanymi po drodze do domu.

Nie wiem jak to się stało, ale w swoich zapiskach pominęłam ważną dla mnie rzecz, a mianowicie zakup koszyków do przechowywania bieżących robótek. Muszę przyznać, że dzięki koszykom komfort pracy również się polepszył, bo mam świadomość, że te moje "wypociny" mają godne miejsce :)

kosz

Nadal pracuję nad "japonką", już się zarysowuje ogólny obraz wraz z kolorystyką, ale "cicho sza...."

W planach szydełkowych mam wykonanie dużej serwety na okrągły stół pod szkło, w tym celu nabyłam:

 

obrusy

W sklepie wydawało mi się, że jest wiele wzorów, które mi się podobają, ale przy bliższyzm zapoznaniu się z egzemplarzem uważam, że tylko jeden wzór wart jest zainteresowania i to właśnie ten na okładce. Tylko, że wydaje się dla mnie za trudny, nie wiem czy podołam temu wyzwaniu, ale przecież czym byłoby życie bez przeszkód.

 

piątek, 01 czerwca 2007
Dzień Dziecka

Różyczki, zostały już ukończone, zdjęcie zostało wykonane tuż po odstawieniu żelazka :). Mimo, że hafcik jest mały, a dodatkowo wykonałam go na kanwie 16" to bardzo mi się podoba i chyba w najbliższym czasie wykonam chabry z tej serii.

roza

Niestety nie udało mi się wykonać poncha na Dzień Dziecka, bo jest dopiero tyle:

 

poncho

Ale w zamian za poncho moje dziecko otrzymało stos książek, te zawsze cieszą się dużym wzięciem i zainteresowaniem - wiem po kim to ma :), a dodatkowo kartkę wykonaną własnoręcznie przez mamunię :-)

kartka DD

Jest jeszcze jedna kartka, którą popełniłam w ostatnich dniach, jest on przeznaczona dla Mojej Mamy z okazji Jej święta. Wiem, że dużo jej brakuje do porządnego wyglądu, ale jest to moja pierwsza próba techniki pergamano. Nie dysponuję narzędziami pożądanymi w tej pracy, bo poslużyłam się szydełkiem, jako podkładka służyła stołowa podkładka korkowa, od dziecka pożyczyłam kredki pastelowe olejne, bo sama takowych nie posiadam :), a zamiast terpentyny użyłam olejek eteryczny z jodły syberyjskiej. Jedyne profesjonalne narzędzie to pisaki (biały i złoty):

kartka mama

Technika bardzo mi się podoba, ale chyba w wykonaniu innych, bo sama jakoś nie czuję się pewnie w tej materii.

Będąc dziś w sklepie z materiałami celem zakupienia czegoś ciekawego na letnią torbę, zauważyłam len, wyglądał nieźle, a tym bardziej jego cena była zachęcająca (26PLN za m.b. szer. 140cm). Nabyłam drogą kupna 1 m.b. i przez drogę do domu snułam plany co z tego będzie. Decyzja zapadła, powstanie torba ze ślicznym haftem róży z ostatniego numeru "kramu z robótkami", który kupiłam tydzień temu tylko i wyłącznie ze względu na ten schemat.

torba len

Ponieważ jest to pierwsza praca z lnem, więc przeprowadziłam próbę czy haftować krzyżyki 1x1 czy 2x2. Niestety 1x1 to jakiś koszmar dla mnie, gdyż dla tego lnu wychodzi 13 krzyżyków na cm. W związku z tym haft będzie 2x2, tyle udało mi się zrobić do tej pory. Mimo, że jest niewiele to już haft na lnie bardzo mi się podoba, tylko czy zdołam dotrwać do końca?