Moje robótki, moje zainteresowania.
środa, 23 lipca 2008
Nowy hafcik (1)

Wczoraj wieczorem trochę czasu poświęciłam na nowy haft i co nieco się pojawiło:

 

Wzór jest bardzo przyjemny w robocie, bo jest wiele półkrzyżyków co pozwala znacznie szybciej zobaczyć efekt końcowy poszczególnych fragmentów. To co jest na zdjęciu to prawie ¼ całości, tyle tylko, że akurat ta która wymaga chyba najmniej pracy.

 

wtorek, 22 lipca 2008
Nowy hafcik

Sweterek z zielonej Virginii rośnie, ale ponieważ zaistniała potrzeba wykonania hafciku, więc chwilowo robię przerwę w szydełkowaniu – choć myślę, że czasami będę wracała do „patyka i włóczki”, bo chciałabym jeszcze tego lata założyć to cudo, które powstaje.

 

Ten haft, o którym poniżej piszę jest wyjątkiem od mojego postanowienia, że najpierw skończę to co zaczęłam, ale tak już bywa, że czasem trzeba rzucić wszystko i szybciutko zrobić nową robótkę.

Moich zaczętych projektów hafciarskich nie jest aż tak dużo, ale są to raczej większe prace, które wymagają więcej czasu niż to co będę obecnie haftowała.

 

Zaczęte projekty:

- jesienne liście

- śpiące miśki (które cierpliwie czekają na krośnie)

- Afryka na lnie

- dwa komplety naszywek na ręczniki

- kwiat na lnie na torbę

 

Tym razem nie zdradzę co to będzie, takim sposobem efekt końcowy będzie niespodzianką J

Wszystko jest już przygotowane:

Kanwa to biała Aida DMC 16ct, mulina również firmy DMC – 29 kolorów. Planuję wyszywać dwoma nitkami, gdyż są miejsca, gdzie należy wyszywać tylko półkrzyżykami, a wtedy jedna nitka to byłoby za mało.

Rozmiar haftu to 125 x 94 krzyżyki, przy czym nie wyszywa się na całym obszarze.

sobota, 19 lipca 2008
Lepiej późno niż wcale

Dawno temu (nie będzie to jednak bajka), splocik zaprosiła mnie do zabawy „podziel się tym co najlepsze”. Przyznam, że w natłoku spraw różnych zapomniałam może nie tyle o zabawie, ale o tym, że może zrobić to popisowe danie na obiad, aby mieć wizualizację do przepisu.

Niestety losy się tak złożyły, że w planach kuchennych były inne potrawy, a ponieważ już trochę czasu minęło, więc postanowiłam podać przepis, zdjęcie będzie w terminie późniejszym.

Przepis jest moją wariacją nt. dania, które jadłam w restauracji, a potem starałam się odtworzyć w mojej kuchni. Udało się, ale niestety nie ma konkretnych proporcji, gdyż robię to „na oko”, zależnie od tego ile mam mięsa sos ma więcej lub mniej ziarenek, ale smak zwykle ten sam, bo reguluję go zalewą.

 

Schab (polędwiczki) w sosie z zielonym pieprzem.

 

Składniki:

Schab (lub polędwiczki wieprzowe)

Tłuszcz do obsmażenia

Sól

Pieprz zielony w zalewie

Śmietana kremówka

 

Wykonanie:

Mięso pokroić na kotlety, rozbić, a następnie lekko nasolić i obsmażyć z obu strona na tłuszczu. Przełożyć do garnka i podlać niewielką ilością wody, pozostawić na małym ogniu, żeby mięso nieco zmiękło.

Pieprz zielony odsączyć z zalewy – zalewę proponuję zostawić, gdyż zależnie od ilości mięsa można jej potem trochę dodać do sosu dla wzmocnienia smaku.

Podczas gdy mięso się dusi można przygotować sos. Na patelnię pozostałą po smażeniu mięsa wrzucić pieprz, chwilę podsmażyć, a następnie dodać śmietanę kremówkę – ilość zależy od ilości mięsa i tego ile chcemy mieć sosu. Sos zostawiamy na lekkim gazie, aby nieco zgęstniał. Następnie dodajemy go do mięsa i jeszcze jakiś czas razem dusimy. Sprawdzamy smak sosu, jeśli jest zbyt słaby dla naszego podniebienia to można go wzmocnić dodając odrobinę pozostawionej zalewy.

 

Danie można podawać z ryżem i surówką z kapusty pekińskiej lub sałaty lodowej.

 

SMACZNEGO J

Splocikowi jeszcze raz dziękuję za zaproszenie do zabawy, a ja typuję kolejne osoby:

 

Ewcia

Aggaw

Truscaveczka

 

A poniżej zasady zabawy:

 

1. Napisać na swoim blogu przepis na super danie lub ciasto – można załączyć zdjęcie.

2. Wybrać 3 blogujące osoby i poprosić je o podzielenie się swoim super przepisem.

3. Wybrane osoby należy poinformować o tym fakcie w komentarzach na ich blogu.

4. W notatce z przepisem na swoim blogu należy również zamieścić zasady zabawy.

poniedziałek, 14 lipca 2008
Welcome zielona Virginia

I ponownie do moich rąk wróciła zielona Virginia, bo jednak cały czas mnie korci. Cały czas przebieram, wybieram we wzorach, robię próbki:

 

 

 

Już zdecydowałam się co zrobię, nawet robótkę rozpoczęłam:

 

 

 

 

Ale wydaje mi się, że całość wyszła mi nieco za mała, więc chyba znowu czeka mnie prucie, no ale cóż, jeśli coś ma dobrze leżeć to musi być dobrze zrobione. Lepiej teraz spruć, niż gdy sweterek będzie prawie cały gotowy.

Wzór zaczerpnęłam z Drops Design, nieco zmodyfikowałam dla oszczędności włóczki i rozpoczęłam inaczej niż w przepisie, gdyż chciałam osobno robić tył i dwie połówki przodu – w oryginale, wszystko robi się naraz, a potem rozdziela. Ponieważ czeka mnie najprawdopodobniej prucie, więc może tym razem rozpocznę wszystko w jednym kawałku.

Jeszcze nie czuję zniechęcenia do tej robótki, więc trzeba kuć żelazo póki gorące J

Moje dziecko powiedziało.

Moja 6-letnia córka przebywa na krótkich wakacjach u dziadków – zmiana otoczenia dobrze robi zarówno jej, jak i nam, rodzicom J

Oczywiście codziennie przez telefon mamy zdawaną relację *jak minął dzień*.

Podczas jednej z takich relacji spytałam czy jest grzeczna, odpowiedź brzmiała:

„Nie zawsze, ale babcia daje mi szansę”

Za kilka dni ponowiłam pytanie, czy jest grzeczna, tym razem odpowiedź brzmiała inaczej:

„Tak, jestem grzeczna”, no więc ja postanowiłam kontynuować wątek i zapytałam:

„Czy mam spytać babcię?”

Padła odpowiedź:

„Nie, dziękuję”

 

Od babci wiem, że podczas każdej rozmowy dziecko oddala się na bezpieczną odległość, zmienia lokal, co by dziadkowie nie słyszeli o czym rozmawia z „wapniakami”.

*Dawanie szansy* przez babcię oznacza, że jeszcze nie dzwoni do rodziców, żeby zabrali dziecko – taka była umowa, że złe zachowanie = telefon po odbiór dziecka.

niedziela, 13 lipca 2008
Napisy gotowe

Tak jak pisałam wcześniej, haftowałam napisy na kolejny komplet ręczników. Praca została ukończona, ręczniki i hafciki wyprane, czekają teraz na przyszycie, ale ponieważ nie mam nic innego do szycia, więc nie będę specjalnie wyciągała maszyny. Może w najbliższym czasie uda mi się dokupić taśmę na kolejne ręczniki i wtedy przyszyję wszystko hurtem.

 

Zdjęcie jest ciemne, ponieważ ręcznik jest granatowy, ale jest to typowo męski kolor, więc myślę, że spodoba się obdarowanemu.

sobota, 12 lipca 2008
LEW już może ryczeć

Szybciutko udało mi się skończyć lwa. Wszystko poszło sprawnie, bez problemów i teraz ten król zwierząt czeka na urodziny mojego chrześniaka.

 

Tak wyglądał skończony, ale jeszcze przed odwiedzinami w pralni i prasowalni.

 

Jak widać podczas haftowania kanwę mam obklejoną naokoło zwykłą papierową taśmą malarską, jest to dobre zabezpieczenie przed strzępieniem się tkaniny. Taśmę odklejam tuż przed praniem, na materiale nie ma po niej żadnych śladów.

  

A tu już po praniu, prasowaniu z podklejoną fizeliną i w ramce.

 

Wyprany i wyprasowany haft podklejam fizeliną, która z jednej strony ma klej, czyli po prostu ją przeprasowuję razem z haftem (strona z klejem przyłożona do lewej strony haftu). Tkanina staje się wtedy sztywniejsza, co jest dobrym udogodnieniem przy samodzielnym oprawianiu. Często można trafić w sklepach na tanie ramki, oczywiście rozmiary są zwykle standardowe, takie jak rozmiary zdjęć, ale zdarza się, że te ramki pasują również do hafcików. Ja staram się nie przegapić „ramkowej” okazji i tym sposobem w domu mam zapas kilkunastu różnych pod względem wielkości i koloru ramek. Tym razem udało mi się dopasować właśnie taką gotową, zachomikowaną, więc z podklejonego haftu wycięłam tylko nadmiar tkaniny, włożyłam w ramkę, zamknęłam i gotowe. Poszło szybko.

 

Dla przypomnienia: lwa haftowałam na białej Aidzie 16ct dwoma nitkami muliny DMC.

Nieco zmieniłam wzór w stosunku do oryginału:

- napis wyhaftowałam po polsku (oryginał LEO)

- zmieniłam kolor napisu

- zlikwidowałam kraty, zostawiłam tylko boczne pręty dla „podtrzymania” zadaszenia

- kolor wspomnianych prętów jest o ton jaśniejszy niż w oryginale

 

Igła z nitką nadal pozostały w moich rękach i obecnie wyszywam na taśmie aidowej kolejne podpisy na ręczniki - wróciłam do cyklu zapoczątkowanego w lutym br. Postanowiłam, że nic innego nie ruszę dopóki tego nie skończę, ale niestety po przycięciu taśmy na następny zestaw okazało się, że zbraknie mi tkaniny, tak więc termin ukończenia wszystkich kompletów ręczników zależy w dużej mierze od tego, kiedy odwiedzę pasmanterię.

piątek, 11 lipca 2008
Dostawa

Tydzień szła do mnie przesyłka, ale w końcu dotarła. Dopiero co napisałam, że szydełko ma wakacje, a tu się okazuje, że powinnam odwołać szydełko z urlopu, a dodatkowo druty z długiego leniuchowania.

A oto co dotarło – zresztą zgodnie z zamówieniem.

 

Nabyłam w końcu igły dziewiarskie, bo do tej pory posiłkowałam się igłą, jaka była dołączona do krosna tkackiego, które kupiłam córce. Niestety sprawa się wydała, dziecko zauważyło w moim koszyku robótkowym swoje narzędzie i spytało „Ale to przecież jest moje, dlaczego jest u Ciebie?”, cóż miałam powiedzieć, poinformowałam tylko, że potrzebna mi była i już wkrótce oddam. Przyłapała mnie „na pożyczce”, bo właśnie wtedy byłam w trakcie zszywania szydełkowej torebki na urodziny. Na szczęście torebki nie znalazła, bo przezornie trzymałam ją gdzie indziej J.

 

Włóczek wystających z koszyka jest więcej, jeśli chodzi o ilość w danym kolorze, ale wszystkie w kadrze się nie zmieściły.

Włóczki mają swoje mniej lub bardziej sprecyzowane przeznaczenie, ale ponieważ jeszcze wszystko może się zmienić, więc na razie nic nie powiem. Wszystko wyjdzie z ukrycia z biegiem czasu, wiadomo tylko, że zielona Virginia dołączyć do 3 wcześniej nabytych motków.

czwartek, 10 lipca 2008
LEW cd.

Czas ucieka i sierpień coraz bliżej, więc trzeba przyspieszyć prace nad lwem.

Wzór wyszywa się przyjemnie, nie ma ¾ krzyżyków, ani innych karkołomnych elementów, na koniec będzie tylko trochę backstitch’y.

Jak na tak mały hafcik potrzebne jest sporo kolorów, bo aż 19. Niektóre potrzebne są na kilka, kilkanaście krzyżyków, ale to właśnie daje cały urok temu obrazkowi.

Kamizelka skończona, a szydełko ma wakacje.

Kamizelka z koła gotowa, skończyłam ją w poniedziałek, ale nie miałam weny do robienia zdjęcia. Jak wena się pojawiła to nie ma fotografa, więc na razie prezentacja na wieszaku. W poźniejszym terminie postaram się zamieścić zdjęcie na "homo sapiens".

Ostatnie okrążenia trochę się dłużyły, szczególnie 37-me i 40-te, a do tego niespodziewanie trochę zajęły mi wizyty z kotką u weterynarza. Już jest lepiej, przypuszczenia co do złamanej łapy na szczęście się nie sprawdziły, ale za to ja jestem obecnie „kocią pigułą” i robię zastrzyki – zresztą nie pierwszy raz. Przyznam, że wolę sama kłuć kicię, niż pakować codziennie do auta i jechać do weta.

 

Wracając jednak do kamizelki, to zużyłam dokładnie 330g Sonaty, korzystałam z szydełka 4. I takim sposobem zostało mi 170g bordowej Sonaty, która będzie czekała na odpowiedni pomysł, chyba, że połączę ją z różową Sonatą, z której robiłam narzutki – już sprawdziłam, dobrze się komponują – i wtedy będę miała więcej materiału robótkowego.

 

Na razie przerwa w szydełkowaniu, bo wracam do haftowania.

 
1 , 2